Mi Smart Band 6 NFC już w sprzedaży

Xiaomi 11T Pro. Plusy to nie tylko potężna ładowarka!

Autor: , dodany 6 października 2021r.

Telefon jest dostępny w trzech wersjach – najdroższej 12/256 za którą trzeba zapłacić 3299 zł, tańszej 8/256 za 2999 zł i najtańszej 8/128 za 2899 zł.

Do testów dostaliśmy wersję środkową, czyli 8/256, która też wydaje się najrozsądniejszym wyborem. Największe obawy miałem co do procesora, czyli grzejącego się Snapdragona 888. Jak się okazało, tym razem, przy moim używaniu, niepotrzebnie. Natomiast największą ciekawość w całym zestawie wzbudziła we mnie… ładowarka o imponującej mocy 120W. I muszę przyznać, że jest to niesamowita sprawa. Na rynku nie brakuje już smartfonów które ładują się w okolicach pół godziny. Jednak żaden nie jest w stanie zrobić tego w mniej więcej kwadrans. To powoduje, że w zasadzie nie musimy się martwić o to, kiedy skończy się nam energia. Grunt, by mieć ładowarkę przy sobie. Krótkie podpięcie wystarczy, by znów mieć zapas na cały dzień.

Ale to nie jedyna zaleta tego urządzenia. Bo mamy jeszcze świetne głośniki stereo, doskonały ekran, działanie a nawet… oprogramowanie bez błędów. A to w morzu smartfonów Xiaomi zdarza się dość rzadko.

Budowa 

Telefon jest duży i ciężki. Wymiary to 164.1 x 76.9 x 8.8 mm, waga 204 g.  Jest też doskonale wykonany, bo rama jest aluminiowa a tył i przód pokryte szkłem Gorilla Glass Victus. Bardzo efektownie wyglądają plecki które mają fakturę szczotkowanego aluminium, ale cienka warstwa szkła sprawia, że i tak bardzo zbierają odciski palców. Praktyczniej będzie więc nosić go w silikonowym etui, które znajdziemy w pudełku.

Wyspa z aparatami jest dwustopniowa i dość mocno wystaje.

Dolna krawędź to miejsce na dwie karty SIM bez możliwości zainstalowania karty pamięci, USB-C i jeden z dwóch głośników. Drugi jest na górnej krawędzi, ale dźwięk leci też z głośnika do rozmów. To sprawia, że w zasadzie nie można ich przytłumić. Są sygnowane marką harman/kardon i grają naprawdę znakomicie. Nie jest to co prawda klasa np. Pixela 4 czy 4 XL, tam dźwięk jest bardziej głęboki i mięsisty, ale i tu niewiele można mu zarzucić. Xiaomi 11T Pro sprawdzi się więc przy okazjonalnym słuchaniu muzyki albo przy oglądaniu filmów w więcej osób. Bardzo dobrze wypada również dźwięk na słuchawkach. Do podłączenia tych na kabelku będziemy potrzebować przejściówki, bo nie ma gniazda mini-jack. Dźwięk w obu przypadkach (bluetooth, kabelek) jest bardzo dobry, działa Dolby Atmos i korektor graficzny z ustawieniami predefiniowanymi i ręcznym equalizerem. Muzycznie więc 11T Pro wart jest swojej ceny.

Na prawym boku mamy czytnik linii papilarnych zintegrowany z przyciskiem do włączania urządzenia. Działa błyskawicznie i bezbłędnie, nie trzeba go wciskać, wystarczy musnąć palcem. Doskonale działa również odblokowywanie za pomocą twarzy.

Nad nim umieszczono jeden, duży przycisk do regulacji głośności.

Na górnej krawędzi prócz grilla głośnika mamy diodę na podczerwień. To oznacza, że 11T Pro zamienimy w pilota do domowych urządzeń.

Minus to brak wodoszczelności IP68. Mamy jedynie IP53 czyli odporność na zachlapania.

Ekran

Wyświetlacz wykonano w technologii AMOLED. Ma przekątną 6.67 cala, rozdzielczość FHD+, 395 PPI, proporcje 20:9. Obsługuje HDR10+ i posiada certyfikat Dolby Vision. Odświeżanie może wynosić 120 Hz a jasność maksymalna sięga 1000 nitów w szczycie, typowa wynosi 800 nitów.

Ustawień jest bez liku, mamy m.in. schemat kolorów (żywe, nasycone, standardowe) i ustawienia zaawansowane (gama kolorów, przestrzeń kolorów RGB, HSV). Są również kolory adaptacyjne i ustawienia temperatury kolorów. Do tego dochodzi silnik obrazu SI z ulepszaniem zdjęć i filmów.

Jakość wyświetlanego obrazu jest świetna w każdych warunkach i to kolejna po dźwięku gigantyczna zaleta Xiaomi 11T Pro. Jasność maksymalna pozwala komfortowo przeglądać treści w słońcu, a minimalna – w ciemnościach. Kąty widzenia i kolory są bez zarzutu.

W telefonie nie ma diody powiadomień, ale są powiadomienia wyświetlane na wygaszonym ekranie. Jest również całe mnóstwo motywów AoD, także powiązane z bardzo efektownymi Super tapetami.

Pokazują się powiadomienia ze wszystkich aplikacji (bez opóźnień), bez zastrzeżeń działa czujnik zbliżeniowy odpowiedzialny za wygaszanie ekranu podczas rozmów.

Działanie

Xiaomi użyło Snapdragona 888 z układem graficznym z Adreno 660 i dwiema opcjami RAM – 12 i 8 GB. Dostępne są dwa warianty pamięciowe 256 i 128 GB. W sumie konfiguracje są trzy – 12/256. 8/256 i 8/128/.

Największy niepokój wywołuje oczywiście procesor, znany z przegrzewania się, co skutkuje dość szybkim spadkiem wydajności. W efekcie lepszym wyborem okazuje się Snapdragon 870. Z założenia jest on nieco mniej wydajny, ale nie ma problemów z nadmiernym wzrostem temperatury, więc pracuje cały czas na takim samym, wysokim poziomie.

Jednak ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, pomimo Snapdragona 888, 11T Pro zachowywał podczas trwania testu bardzo przyzwoite temperatury. Jasne, robił się cieplejszy przy kręceniu filmów albo po dłuższej rozgrywce (tu wyraźnie cieplejszy), ale daleko było mu do parzenia mnie w ręce. A tak działo się w przypadku innych smartfonów z tym procesorem.

Częściowym rozwiązaniem zagadki okazało się przeprowadzenie testu AnTuTu Benchmark (który udało mi się zainstalować dopiero ostatniego dnia testów). Uzyskany wynik to 637891 pkt., chyba najsłabszy ze wszystkich smartfonów ze Snapdragonem 888. Czyli wygląda na to, że producent specjalnie ograniczył jego wydajność, by uniknąć kłopotów z przegrzewaniem. Producenci czasem tak robią, ale najczęściej w aktualizacjach, jako receptę na raportowane przez użytkowników nadmierne temperatury. Tu Xiaomi chyba wykonało ten ruch pierwsze, nie czekając na narzekania. I jeżeli tak było, to moim zdaniem bardzo dobra opcja. Bo wydajności i tak nigdy mi w tym telefonie nie zabrakło, czy to w grach, czy to podczas pracy w wielu zakładkach. Wszystko działa doskonale, płynnie i na najwyższym poziomie.

Nie mam również żadnych zastrzeżeń do działania GPS, NFC oraz jakości rozmów głosowych.

Oprogramowanie

Xiaomi 11T Pro działa pod kontrolą Androida 11 z nakładką MIUI Global. A to czym mnie urzekła przez ponad dwa tygodnie to… brak błędów. Niestety w MIUI są one na porządku dziennym, bo też i liczba urządzeń pod które trzeba je dostosować jest ogromna i rośnie z dnia na dzień. Stąd też pewnie jakieś „bugi” w postaci błędów podczas otwierania aplikacji czy problemów ze schodzeniem powiadomień. Tu nic takiego nie miało miejsca, wszystko działało idealnie od początku do końca.

Minusik za aplikacje „trzecie” np. Linkedin, które na szczęście można bez problemu odinstalować.

Same MIUI ma mnóstwo tradycyjnych usprawnień i dodatków, m.in. Mi Pilot, Panel Sterowania (z nadawaniem uprawnień aplikacjom), Game Turbo czyli strefę gier, skaner kodów QR. Jest nawet upiększanie dla rozmów wideo. Mamy również drugą przestrzeń i tryb firmowy.

Tradycyjnie MIUI dość szybko czyści zakładki z pamięci.

Zdjęcia, filmy

Zestaw kamer obejmuje:

Nie ma optycznej stabilizacji obrazu – za 3 tys. zł bardzo bym już poprosił. Zwłaszcza że są momenty, gdy jej brak bardzo mi doskwierał. Za to można nagrać wideo nawet w 8K, ale oczywiście najlepiej ze statywu. Z ręki nie warto. Prócz tego jest 4K 30 i 60 FPS i niższe rozdzielczości i tu elektroniczna stabilizacja już się sprawdza. Głos jest bardzo dobrze zbierany. Filmowo więc nie mam wiele  Xiaomi 11T Pro do zarzucenia.

Zdjęciowo? Producent kładzie nacisk na znane też z innych smartfonów marki bajery w postaci efektów filmowych czy klonowania postaci dla zdjęć i filmów. Wygląda to rzeczywiście bardzo efektownie i kilka razy można się tym pobawić razem ze znajomymi.

To co najważniejsze, czyli jakość zdjęć, nie zawodzi. Choć można się oczywiście przyczepić np. do braku optycznego zoomu. Ale zoom cyfrowy czyli wycinek z głównej matrycy wypada na tyle dobrze i szczegółowo, przynajmniej do wartości 5x, że można na to przymknąć oko. Maksymalny wynosi 10x.

Jakość zdjęć w dzień jest bardzo dobra z obu obiektywów. Kolorystyka jest niemal identyczna (szeroki kąt minimalnie ciemniejszy), ilość szczegółów jest na bardzo dobrym poziomie, podobnie z rozpiętością tonalną. Oczywiście na bokach kadru w szerokim kącie jest miękko, ale to raczej typowe objawy.

Gorzej robi się w nocy, bo tryb nocny tylko nieznacznie rozjaśnia ujęcia, i są one bardzo miękkie. Wg. zasady że im światła mniej, tym gorzej, czyli zdjęcia robione przy miejskich latarniach jeszcze ujdą, ale przy większej ciemności aparat raczej się gubi. Mówimy tu oczywiście o głównym obiektywie, bo do szerokiego kąta nie warto wtedy raczej sięgać.

Bardzo ładnie za to wypada tryb portretowy. Wycięcie pierwszego planu jest bardzo dokładne, a rozmycie tła można regulować już po zrobieniu fotografii. Również selfie są ok., choć trzeba uważać, by trafić z ostrością. Tu kłania się brak AF. Makro jest dobre.

Całościowo oceniam Xiaomi 11T Pro na mocną czwórkę w starej, pięciostopniowej szkolnej skali.

Bateria

Ogniwo ma 5000 mAh. Przy włączonym 120 Hz odświeżaniu starczało mi zazwyczaj na półtora dnia. Czyli bardzo dobrze. Ale to nie bateria a ładowarka o mocy 120W jest tu daniem głównym.

Wystarczy podpiąć do niej telefon na kwadrans i już mamy kolejne półtora dnia spokoju. To daje nam niesłychaną swobodę i psychiczny spokój podczas używania Xiaomi 11T Pro. Dlatego tym razem zupełnie nie zwracałem uwagi na brak ładowania indukcyjnego. Nawet gdyby było, i tak bym go nie używał. Pytanie o trwałość ogniwa na tym etapie pozostaje otwarte. Producent zapewnia, że będzie działać tak jak każde inne. Pożyjemy, zobaczymy.

Czyli…

Będzie krótko. Xiaomi 11T Pro to udany smartfon. Nawet jeśli producent obniżył nieco jego wydajność by ostudzić Snapdragona 888. I tak działa topowo, do tego ma piękny ekran, świetnie gra i robi bardzo dobre zdjęcia. No i tym razem naprawdę nie trzeba się martwić o baterię. 120W ładowarka to prawdziwy „game changer”. A z trzech wersji najlepiej moim zdaniem zainwestować w tą środkową, za 2999 zł.

Mirosław Mazanec

Napisz do autora: kontakt@ideatechnologie.com

Podziel się opinią