Mi Smart Band 6 NFC już w sprzedaży

TicWatch Pro 3 czy TicWatch Pro 2020. Czy warto dopłacać?

Autor: , dodany 31 stycznia 2021r.

Smart zegarki z systemem Google są dość śliskim tematem. Krótki czas działania, zabałaganione oprogramowanie z dublującymi się funkcjami od Google i producenta, to wszystko dość skutecznie zniechęca użytkowników. To co przyciąga, to możliwość płatności zbliżeniowych. W Polsce dostęp do nich mają przede wszystkim użytkownicy Apple Watch, oraz urządzeń Garmin i Fitbit (Garmin Pay i Fitbit Pay). Z systemu Google korzysta Fossil, OPPO oraz Mobvoi – producent naszych dzisiejszych bohaterów.

Jeden z nich, czyli TicWatch Pro 2020 od kilku miesięcy jest moim prywatnym smartwatchem. Teraz kosztuje około 650 zł i można go zamówić w sklepie Mobvoi z wysyłką… z Polski. Dostawa jest błyskawiczna, wiem bo sprawdziłem na własnej skórze. Zdecydowałem się na niego po testach OPPO Watch. Urządzenia bardzo fajnego, które w chwili premiery miało dwie złe cechy – czas pracy na baterii i cenę. Ten drugi problem już minął, bo teraz OPPO Watch jest dostępny za około 700 zł (kosztował 1299 zł). Ten pierwszy – nie wiem, ale coś mi się wydaje, że dzień, góra półtora, pracy na jednym ładowaniu nadal jest standardem.

TicWatch miał być pod tym względem inny – głównie dzięki zastosowaniu drugiego, przezroczystego ekranu FSTN z LED-owym podświetleniem – umieszczonego bezpośrednio nad ekranem AMOLED. To właśnie na nim wyświetla się cały czas godzina, data, liczba kroków, stan baterii, a nawet wyniki treningu. Zegarek zużywa więc mniej energii i jest w stanie pracować dłużej. I rzeczywiście, pracuje dłużej od OPPO. O jakieś pół dnia. Czyli jest lepiej, ale szału wciąż brak. W dodatku parując go z różnymi smartfonami przez dłuższy czas miałem różne doświadczenia. Z jednymi działał idealnie (np. Pixel 4), z innymi nie wszystkie funkcje chciały współpracować (np. monitorowanie snu, na czym bardzo mi zależy). Na szczęście jakiś miesiąc temu zegarek otrzymał aktualizację oprogramowania i od tego czasu wszystkie funkcje działają z każdym smartfonem, z którym go paruję.

Propozycję przetestowania kolejnego modelu – TicWatch Pro 3 przyjąłem z wielkim zainteresowaniem. Zegarek jest bowiem napędzany nowym procesorem firmy Qualcomm, który ma mieć zdecydowanie mniejsze zapotrzebowanie na energię. W efekcie producent obiecuje kilka dni bez potrzeby ładowania, co czyniłoby ten model najdłużej działającym smartwatchem z systemem Google dostępnym na rynku. Niestety za taki luksusu trzeba zapłacić – zegarek kosztuje niecałe 1300 zł, ale wysyłka w chwili obecnej możliwa jest tylko z Chin, więc możemy zostać obciążeni dodatkowymi opłatami. Sprawdźmy więc, czy warto i czy obietnice producenta mają pokrycie w rzeczywistości.

Budowa

Obydwa urządzenia są klasycznymi konstrukcjami z okrągłą kopertą.

TicWatch Pro 2020 jest nieco grubszy i cięższy, ale ma minimalnie mniejszy ekran. Dół jest aluminiowy, ale boki w 2/3 plastikowe i dopiero znowu sama góra jest aluminiowa. Z prawej strony mamy dwa wyraźnie klikające przyciski – górnym wchodzimy w ustawienia, do dolnego możemy przypisać dowolnie wybraną przez nas funkcję. Pasek ma standardowe 22 mm zaczepy, więc jeśli nie podoba nam się ten z zestawu ze sztucznej skóry z gumowym, karbowanym spodem, możemy go bez problemu wymienić na dowolny inny. W sumie budowa wydaje się dość solidna, do mementu gdy nie weźmiemy do ręki jego następcy. Zegarek spełnia normę IP68 ale wśród zestawu ćwiczeń trudno znaleźć jest pływanie. Jednak próbę prysznica przeszedł bez szwanku.

TicWatch Pro 3 jest po prostu zbudowany lepiej. Dzięki temu, że jest bardziej płaski, zdecydowanie lepiej leży na ręce. Jest też mniejsza szansa, że niechcący o coś zahaczymy bądź uderzymy. Także materiały jakich użyto do wykończenia są lepszej jakości – dolna część nawet jeśli jest plastikowa, to na taką nie wygląda i bliżej jej do zmatowionego aluminium. Przyciski funkcyjne są sztywniejsze i sprawiają wrażenie bardziej „pewnych”. Również ramki wokół ekranu są cieńsze i płytsze, co zdecydowanie lepiej wygląda. Zaskakująco jednak dolna pokrywa nie jest aluminiowa ale plastikowa. Zaczepy na pasek również mają 22 mm a sam pasek z ładnymi pomarańczowymi przeszyciami jest zdecydowanie lepszej jakości niż ten ze starszej wersji. Zegarek spełnia normę IP68, pływanie znajdziemy też w zestawie ćwiczeń.

Generalnie w porównaniu z Pro 3 Pro 2020 sprawia wrażenie plastikowej zabawki, a oba urządzenia odstają nieco jakością wykonania od smartwatchy Honora czy Huaweia.

Ekran

TicWatch Pro 2020 ma minimalnie mniejszy wyświetlacz – przekątna to 1.39 vs 1.4 cala. Panel to AMOLED (400×400 pikseli), jakość obrazu jest więc doskonała i w żadnych warunkach nie miałem problemów z czytelnością ekranu. Kolory są mocne, żywe a czerń czarna jak smoła w przeciwieństwie do szarości paneli LCD. Ale. Mobvoi zdecydowało się na zastosowanie drugiego panelu, nad panelem AMOLED. To ekran FSTN LCD, pokryty Gorilla Glass 3. Jest on stale aktywny, co pozwala oszczędzać energię zużywaną przez główny wyświetlacz. Nie ma też potrzeby stosowania AoD – choć oczywiście taka możliwość też jest. Ale na tym panelu wyświetlają nam się najpotrzebniejsze informacje – godzina data, kroki i stan baterii, jest on też aktywny podczas ćwiczeń. Pomysł bardzo ciekawy i jedyny w swoim rodzaju, choć przez drugi ekran panel główny nie wygląda tak ładnie i efektownie jak np. w Honorach. Coś za coś.

TicWatch Pro 3 w stosunku do poprzednika poszedł jednak krok dalej. Panel główny to AMOLED (400×400 pikseli), więc znów jest bez zastrzeżeń, mam też wrażenie że jest on jaśniejszy niż w starszej wersji urządzenia. Za to drugi ekran ma teraz opcję podświetlenia, więc gdy w ciemnościach na starszym modelu musimy włączyć główny panel, tu dalej możemy korzystać z funkcji wyświetlanych na LCD – wszystko jest bowiem doskonale widoczne. Nowszy model ma też niższą krawędź ramki, więc wszystkie gesty na ekranie wykonuje się o wiele bardziej komfortowo. Wszystkie funkcje zewnętrznego ekranu są identyczne jak w starszy modelu.

Działanie

TicWatch Pro 2020 jest napędzany procesorem firmy Qualcomm – Snapdragon Wear 2100 z 1GB RAM i 4 GB pamięci wewnętrznej. W porównaniu z pierwszą wersją zegarka dodano 0,5 GB RAM co miało sprawić, że urządzenie będzie działało płynnie. I rzeczywiście – choć naczytałem i nasłuchałem się sporo o lagach i zacięciach zegarków na systemie Android Wear – tu nic takiego nie miało miejsca. Wszystko działa szybko, responsywnie, wbrew sporym obawom podczas codziennego używania w zasadzie nie miałem na co narzekać. Dłuższą chwilę trwa ewentualne wgranie do zegarka jakiejś aplikacji, ale nie jest to czynność którą wykonuje się non stop, a tylko przy pierwszej konfiguracji. Czyli coś, co było moją największą obawą, okazało się największym i przyjemnym zaskoczeniem.

TicWatch Pro 3 jest pod tym względem jeszcze lepszy. Wszystko za sprawą nowego procesora. Snapdragon Wear 4100 (+ 1GB RAM i 8 GB pamięci wewnętrznej) ma mieć wg. zapewnień firmy Qualcomm aż o 85 proc. większą wydajność od modelu 3100 i zużywać o 25 proc. mniej energii. Co do aż tak większej wydajności trudno mi się odnieść, bo oba urządzenia spisują się… podobnie. Pro 3 jest pewnie odrobinę płynniejszy i szybciej instalują się na nim aplikacje, ale o jakimś gigantycznym jakościowym skoku trudno tu raczej mówić. Choć rzeczywiście jest nieco lepiej.

Oprogramowanie

W obu zegarkach jest zainstalowany Wear OS. Dzięki temu mamy dostęp do sporego zasobu użytecznych aplikacji – z płatnościami zbliżeniowymi czyli z Google Pay na czele, ale też Google Fit, Google Maps, Google Keep czy Spotify.  Ale oczywiście producent nie mówi w tym miejscu stop, ale dodaje nam swoje aplikacje – do ćwiczeń, monitorowania tętna, natlenienia krwi, pulsu, snu. Mamy więc dwa niemal identyczne zestawy, bo to samo mamy w Google Fit. I zamiast przejrzystego systemu jaki mamy w urządzeniach konkurencji, robi się nam po prostu bałagan. Ale za to bogaty bałagan.

Co do bezpośredniego porównania – w starszej wersji zegarka nie znajdziemy przeinstalowanego kalkulatora ani Voice Memo czyli notatek głosowych. Różnie wygląda też interfejs – w TicWatch Pro 3 jest on bardziej przejrzysty, aplikacje na zegarku są ułożone w dwóch czytelnych rzędach, ikony są zdecydowanie większe i łatwiej w nie trafić palcem.

Przewijając tarczę w lewo od ekranu głównego mamy kartę Googla z asystentem w roli głównej. Reaguje on na nasze polecenia głosowe, nie ma problemu z rozpoznaniem poleceń – znalezieniem adresu, wyszukaniem kontaktu czy sporządzeniem notatki.  W prawo od ekranu głównego mamy konfigurowalnych 5 ekranów w TicWatch Pro 2020 i 6 w TicWatch Pro 3 do których możemy przypiąć pogodę i najczęściej wykorzystywane przez nas apki zdrowotne.

Jeśli chodzi o zastosowania monitorowania naszego zdrowia – zestaw ćwiczeń w aplikacji Fit Google jest bardzo bogaty (około 100 propozycji), w TicExercise dużo uboższy (13 w TicWatch Pro 3 i 10 w TicWatch Pro 2020).  Możemy oczywiście ustawić, by zegarek wykrywał naszą aktywność automatycznie lub ręcznie aktywować poszczególne ćwiczenia. W obu zegarkach jest oczywiście GPS a pomiar odległości i odwzorowanie trasy ćwiczenia na mapie jest dokładne.

Na telefonie musimy też doinstalować aplikację Mobvoi w której znajdziemy dziennik aktywności z wynikami pracy serca, saturacji krwi czy czasem snu. Jest też wybór tarcz, albo wejście do sklepu Mobvoi.

Z obu zegarków możemy taż dzwonić oraz odbierać rozmowy. Jakość rozmów jest dobra w nowszym modelu i nieco gorsza, ale wciąż przyzwoita w starszym. Można też pisać, choć na małej klawiaturze nie jest to wygodne, bądź dyktować SMS. Rozpoznawanie głosu stoi na dobrym poziomie i jest bardzo użyteczne. Zegarki w wersjach które posiadam nie  obsługują eSIM.

Bateria

Jak wszystkim dobrze wiadomo piętą achillesową wszystkich urządzeń z Wear OS jest bateria.

TicWatch Pro 2020 ma ogniwo o pojemności 415mAh. I tu byłem bardzo mile zaskoczony, bo zegarek musiałem ładować średnio albo drugiego dnia wieczorem albo trzeciego do południa. To w porównaniu z OPPO Watch doskonałe wyniki, podobne do tych jakie uzyskuję na Galaxy Watch Active. I oczywiście dużo gorsze od smartwatchy Honor, Huawei albo opasek Mi Band.

Zauważalnie lepiej jest w TicWatch Pro 3. Większa jest bateria, która ma 577mAh pojemności. To, plus nowy procesor, dają nam mniej więcej 24h więcej niż w starszej wersji zegarka czyli 3 dni bądź 3 dni i noc bez ładowarki. A to już jest wynik naprawdę godny pochwały, pozwalający na zupełnie komfortowe korzystanie z urządzenia.

I w jednym i w drugim przypadku mówimy tu o czasie pracy bez ćwiczeń fizycznych – te oczywiście zdecydowanie go skracają. Jednak nie mogę na nią narzekać w Pro 2020, a w TicWatch Pro 3 wręcz nie mam prawa.

Czyli…

Oba urządzenia bardzo przyjemnie mnie zaskoczyły, choć model Pro 2020 zaczął działać bez zarzutu dopiero po ostatnich aktualizacjach. Wcześniej bywało, że wywoływał u mnie lekką frustrację, bo jego wartość bez możliwości monitorowania snu spadała w moich oczach o jakieś 50 proc. Teraz jednak wszystko działa idealnie. Kluczowa więc przy dokonywaniu wyboru będzie odpowiedź na pytanie co jest dla nas najważniejsze. TicWatch Pro 3 jest bez wątpienia lepiej zbudowany, dłużej działa na jednym ładowaniu, ma oprogramowanie bogatsze o kilka mniej istotnych funkcji. I tu, w moich oczach, jego przewagi nas starszym modelem się kończą. Bo różnice w działaniu nawet jeśli są, to nie są jakoś dramatycznie duże. A ceny obu zegarków już tak. I choć TicWatch Pro 3 jest urządzeniem lepszym, bardziej dopracowanym, posiadającym lepszy procesor i baterię, to jeśli ktoś nie chce wydawać 1300 zł i dysponuje ograniczonym budżetem, może spokojnie zaryzykować TicWatch Pro 2020 za mniej więcej połowę tej ceny. Oczywiście ze świadomością krótszego czasu pracy czy gorszej jakości wykonania. Jest to jednak w tej chwili bardzo atrakcyjna oferta. A jeśli ktoś dysponuje grubszym portfelem, spokojnie może inwestować w nowszy model, będzie z niego bardzo zadowolony.

Mirosław Mazanec

Napisz do autora: kontakt@ideatechnologie.com

Podziel się opinią