Mi Smart Band 6 NFC już w sprzedaży

Test Samsunga Galaxy S21

Autor: , dodany 26 stycznia 2021r.

Koreańska firma przyspieszyła o kilka miesięcy debiut serii 21. Powody są najprawdopodobniej dwa – szybkie zatarcie złego wrażenia po modelu 20 i wypchnięcie z rynku słabnącego w oczach Huaweia.

Zacznijmy od tej drugiej sprawy. Huawei bez usług Google ma problemy, traci rynek bardzo szybko i z pozycji głównego konkurenta Samsunga (przynajmniej w Polsce) spadł na trzecią pozycję. Inne firmy także wykorzystują słabość giganta, rośnie Xiaomi, OPPO, więc można się spodziewać dalszej marginalizacji Huawei. Firma mocno biła się z Samsungiem zwłaszcza w półce Premium czyli flagowych urządzeń, Xiaomi dopiero do niej aspiruje, i Koreańczycy nagle zostali na placu boju sami.

Mają szczęście, bo zeszłoroczny flagowy model S20 sprzedawał się poniżej oczekiwań. Wszystko za sprawą niezbyt udanego procesora, który nagrzewał się nadmiernie nawet przy prostych czynnościach. Firma obniżyła softwarowo jego wydajność by zmniejszyć temperatury ale to trochę „leczenie dżumy cholerą”. Nie dziwi więc przyspieszenie o kilka miesięcy premiery tegorocznej flagowej linii – trzeba zatrzeć złe wrażenie i dobić leżącego na łopatkach przeciwnika.

Dlatego model S21 należy traktować jak ewolucję i naprawianie błędów S20, a nie rewolucję. I po dwóch tygodniach z tym telefonem muszę stwierdzić, że jest to ewolucja udana, ale też do paru rzeczy można się przyczepić.

Pudełko

Zacznijmy od pudełka. Samsung naśmiewał się z Apple gdy amerykanie przestali dodawać do telefonów ładowarki, teraz zrobił to samo. W zestawie mamy szpileczkę do wyciągania tacki i kabelek zakończony z dwóch stron USB-C. Mało. Jasne, zyskuje środowisko, ale zyskuje też producent. Na osobnej sprzedaży ładowarek, przejściówek do słuchawek, bo o gnieździe mini-jack też Samsung zapomniał, czy kosztach transportu. A cena urządzenia bynajmniej nie spada. Za wersję 8/128 trzeba zapłacić 3899 zł, wersja 8/256 kosztuje 4099 zł.

Budowa

Przejdźmy teraz do budowy. S20 wykonany był ze szkła, S21 zbudowany jest z plastiku. Bądź jak chce Samsung, z „glastiku”. I mi osobiście to nie przeszkadza, bo materiał jest bardzo miły w dotyku, ładnie zmatowiony więc nie zbiera odcisków palców, a w razie upadku mamy większą szansę że zniesie to bez większych szkód. Tyle, że znów – tak jak tworzywo nie razi mnie w urządzeniu nawet za 2 tys. zł, tak za 4 tys. – już tak.

Trzeba jednak oddać Samsungowi, że telefon jest po prostu ładny. Bardzo dobrze prezentuje się  sekcja aparatów osadzona w metalowym prostokącie połączonym z ramą. Wygląda to ciekawie, ładnie i solidnie. Mamy też głośniki stereo, które nie są wybitne, ale każdemu powinny raczej wystarczyć, przyciski do włączania i regulacji głośności po prawej stronie i tackę na dwie karty SIM na dolnej krawędzi. Wymiary to 151.7 x 71.2 x 7.90 mm, a waga 169 g. Czyli S21 jest kompaktowym i bardzo wygodnym w używaniu telefonem, w świecie smartfonów konkurujących wymiarami z paletkami do ping-ponga to olbrzymia zaleta.

Ekran

Gdy obrócimy telefon, zobaczymy ekran Dynamic AMOLED o przekątnej 6.2 cala i rozdzielczości FHD+ 1080 x 2400 pikseli, 424 ppi. Trudno mu coś zarzucić prócz tego, że w S20 mieliśmy rozdzielczość QHD… Czyli mamy kolejną oszczędność, moim zdaniem rozsądną i zupełnie niezauważalną, ale jednak. Wyświetlacz może być odświeżany z adaptacyjną częstotliwością do 120 Hz i dzięki temu telefon jest nie tylko niesłychanie szybki ale i płynny. Zamiast diody powiadomień mamy AoD pokazujące informacje z każdej aplikacji. Samsung ewidentnie usprawnił też działanie czytnika linii papilarnych w ekranie, który w końcu jest szybki, subiektywnie nawet szybszy niż w smartfonach konkurencji. Telefon możemy też odblokować twarzą.

Działanie

Do działania urządzenia nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Nowy procesor, Exynos 2100 w połączeniu z 8 GB RAM daje sobie doskonale radę z każdym zadaniem. W AnTuTu Benchmark telefon wyciągnął 600377 pkt. co stawia go w tym momencie w  czołówce rankingu. S21 bardzo długo trzyma zakładki w pamięci więc wielozadaniowość stoi na topowym poziomie, na każde polecenie reaguje błyskawicznie, nie ma się do czego przyczepić. Również gry nie stanowią dla niego żadnego wyzwania. I najważniejsze – w przeciwieństwie do S20 nie grzeje się. To znaczy oczywiście obciążony robi się ciepły, ale są to temperatury niczym nie odbiegające od innych topowych smartfonów. Samsung zdecydowanie odrobił pracę domową.

Ale, żeby nie było tak pięknie, użytkownicy stracili slot na kartę pamięci. Mamy więc 128 bądź 256 GB pamięci wbudowanej. Ta pierwsza wartość w zestawieniu z ceną może się wydawać lekko uboga…

Telefon spełnia normę IP 68 czyli jest wodoodporny, ma oczywiście NFC i płatności zbliżeniowe działają bez zastrzeżeń, podobnie jest z nawigacją i GPS. Pochwalić też trzeba jakość połączeń głosowych.

Oprogramowanie

Oprogramowanie to nakładka One UI i Android 11. Z modelu na model Samsung rozsądnie ją odchudza, tym razem pozbył się karty z lewej strony od pulpitu głównego agregującej podsumowanie dnia i zastąpił ją kartą Google. Jak dla mnie – dobra zmiana. Linia S to  nie tylko zabawa ale i praca, więc znajdziemy tu bezprzewodowego Dex-a do łączenia z telewizorem czy monitorem i pełną integrację z systemem Windows, możliwość odbierania połączeń czy SMS na innych urządzeniach albo nawet kontynuowania na nich pracy w aplikacjach.

Zdjęcia, filmy

Zdjęcia jak to w topowych Samsungach. Jest doskonale i trudno coś tu jeszcze poprawiać. Zestaw kamer nie różni się od tego z S20. To 12 MP obiektyw główny z OIS, 64 MP tele również z OIS i 12 MP szeroki kąt. Z przodu mamy 10 MP. Fotografie będą nam się podobać niezależnie od tego z jakiego obiektywu i przy jakim świetle będziemy je robić. I ilość szczegółów i portretowe rozmycie tła w bliskich kadrach, tryb nocny i selfie są na najwyższym poziomie. Jedyne zastrzeżenie można mieć do zbytniego podkręcania kolorów co z jednej strony może się bardzo podobać, ale z drugiej czasem ma niewiele wspólnego z tym, co widzi nasze oko.

Wideo także stoi na rewelacyjnym poziomie. Można je kręcić w rozdzielczości 8K oraz 4K i FHD 30 i 60 FPS. Świetnie działa stabilizacja, obraz jest niesamowicie płynny i szczegółowy. Do dyspozycji mamy też tryb profesjonalny do nagrywania wideo z możliwością podłączenia mikrofonu zewnętrznego bądź słuchawek jako źródła dźwięku, co pozwala nam się np. oddalić od filmowanego kadru ale cały czas być doskonale słyszanym.

Bateria

Czas na odwieczną piętę achillesową czyli baterię. W najmniejszym rozmiarze flagowca Samsunga nigdy nie było ona mocnym punktem. 4000 mAh tym razem radzi sobie jednak dość przyzwoicie. Dzień pracy przy około 5h SoT nie jest problemem i taki wynik pozwoli nam raczej spokojnie dotrzymać od rana do wieczora a nawet zahaczyć trochę o następny dzień. Chyba, że akurat zdecydujemy się na gry bądź dużą ilość filmów i fotografii – wtedy energii zabraknie nam wcześniej. Maksymalna ładowanie wynosi 25W, z tym że taką ładowarkę musimy znaleźć sobie sami. Telefon naładujemy też indukcyjnie albo naładujemy nim inne urządzenia, obsługuje bowiem ładowanie zwrotne.

Podsumowanie

W sumie, mimo dość dużych oszczędności względem S20, S21 jest o wiele lepszym modelem. Oczywiście drogim, ale to w końcu topowy Samsung. A przynajmniej tym razem nikt się nie rozczaruje, telefonu używa się bowiem bardzo dobrze i przyjemnie.

Mirosław Mazanec

Napisz do autora: kontakt@ideatechnologie.com

Podziel się opinią